Daily KATOWNIK-O-METER: 2/01/2012

Katownik Nocy

Kevin Love, ocena 3,5/5

Kevin Love zrobił w ostatnich miesiącach dużo dobrego dla siebie, Rickiego Rubio, Minnesoty i świata. Schudł, zapuścił dłuższą brodę i włosy, dzięki czemu nie wygląda już jak małorolny gospodarz z Alabamy, znalazł sobie dziewczynę i to niezłą, oddał piłkę Rickiemu w ostatnich sekundach wygranego przez Wolves meczu z Dallas na znak docenienia wkładu Hiszpana w ten sukces, w każdym z dotychczasowych spotkań Minnesoty zanotował double-duble, wynalazł lekarstwo na raka pomaga chorym na raka i zapowiedział, że Wolves nie są i nie będą już chłopcem do bicia. Na tle takich dokonań jego wczorajszy wstęp przeciwko San Antonio nie robi piorunującego wrażenia, ale to tylko kolejny dowód na to jakim kocurem stał się ostatnio Love. Dla 9 na 10  zawodników NBA zdobycie 24 punktów (przy dobrej, ponad 50 proc. skuteczności), zebranie 15 piłek, zablokowanie dwóch rzutów (nawet mimo tylko 1 asysty i aż 6 strat) byłby pewnie największą katorgą sezonu. Dla pana Kevina to występ poniżej jego absurdalnych średnich statystyk z obecnego sezonu. A że nikt (poza Rayem Allenem) nie skatował jakoś specjalnie ubiegłej nocy – doceniamy, dziękujemy i prosimy o więcej.

Kalecznik Nocy

Nick Young, ocena -4/-5

O ile Kevin może sobie śpiewać przed meczem All I do is win win win , o tyle w przypadku młodego rzucającego z Wizards bardziej na miejscu byłaby inna nuta. Young najpierw się odgrażał, że zgodnie z tym, czego uczyła go mama, Wizards nie mają co liczyć na zniżkę przy podpisywaniu z nim nowego, wieloletniego kontraktu, po czym musiał zgodzić się na dość skromne, jak na jego potrzeby, warunki nowej (w dodatku zawartej zaledwie na jeden sezon) umowy. Potem, jeszcze w czasie lockoutu, mówił, że na złość Michaelowi Jordanowi nigdy nie zagra już w Jordanach, po czym odszczekał te słowa, bo wyszły znowu XI Concord i tak mu się spodobały, że znowu złamał dane wcześniej słowo. A kiedy zaczął się sezon, zamiast zacząć katować i w ten sposób zasłużyć na duze miliony w przyszłym roku, Young grał przyzwoicie, czasem naprawdę dobrze, ale energii starczyło mu zaledwie na kilka spotkań. Teraz, podobnie jak całą drużyna ze stolicy, pogrąża się w marazmie. W przegranym meczu z Bostonem trafił trzy z czternastu rzutów (co razem z osobistymi dało mu dziesięć punktów w całym spotkaniu), a że  zdobywanie punktów, to jedyne co potrafi, miał też tylko jedną asystę, dwie zbiórki, zero przechwytów i bloków, a także najgorszy w drużynie współczynnik +/-. Jak tak dalej pójdzie, o wymarzonym bogactwie będzie mógł tylko posłuchać w internecie.

TPB.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: