“O rękę królewny i pół królestwa” czyli KK typuje Finały Konferencji

W tych trudnych czasach, kiedy już niewiele można przewidzieć warto cenić śmiałków, którzy tak jak my próbują typować wyniki Finałów Konferencji. Konia z rzędem temu, kto przepowiedział zwycięstwo Memphis w pierwszej rundzie (dziękuję), rękę królewny i pół królestwa temu, kto był na tyle (nie)rozsądny, by postawić na porażkę Lakers. Bo czyż nie trzeba być niespełna rozumu, żeby sądzić, że dwukrotni mistrzowie zostaną zmieceni z parkietu przez Mavs? Tych samych starych Mavs, którym większość ludzi wróżyła góra drugą rundę, a to i tak raczej ze zdrowym Butlerem. W przypadku Celtics wcale nie musiało się to tak skończyć. Mają (starzejące się) gwiazdy, mają trenera, mają swoją Celtic Pride – niestety, to ostatnie to jedyna rzecz (poza nieudolnością Spoelstry) którą faktycznie pokazali w tej serii. Wielka Trójka z Bostonu potrzebuje wsparcia i jeżeli nie dostaje go on nikogo z pierwszej piątki (zombie-Rondo i już nie ten sam Jermaine), to powinna dostać od ławkowej mafii. Pamiętacie Nate’a i Glena z poprzednich playoffów? Teraz Nate’a nie ma, Glen też się gdzieś zgubił, a ani Carlos Arroyo, ani Troy Murphy, ani Nenad, ani nawet zdrowy Shaq nie są difference makers. Wsparcie Westa i Greena to jednak trochę za mało, by walczyć z Nową Wielką Dwójką Trójką (swoją drogą to był ciekaw match-up bo obie drużyny grały bardzo niskimi składami, z uwagi na brak porządnych centrów). Tyle tytułem przydługiego wstępu, teraz pora na typowanie!

Chicago (1) vs Miami (2)

Typowanie tej serii po obejrzeniu pierwszego meczu może wydawać się nie fair, ale może też być trudniejsze niż przed rozpoczęciem rywalizacji. Dobra, nie będę wciskał kitu, żeby się usprawiedliwić z opóźnieniem – wiadomo, że jest łatwiej. Wczorajszy mecz udowodnił, że Bulls to drużyna składająca się z par równych sobie zmienników na każdą pozycję i Derricka Rose’a. Udowodnił również, że coach Thibodeau wielkim trenerem jest, natomiast Eric Spoelstra jak zwykle nie zachwyca. Spo wystawił ten sam niski skład, którym grał przeciwko Celtom (chyba w imię zapożyczonej z futbolu zasady, że “mistrzowskiego składu się nie zmienia” – zapomniał jednak, że nie ma mistrzowskiego składu) sadzając na ławce Dampiera w garniturze i poniósł totalną klęskę na deskach i w walce o second chance opportunities. To jest pierwszy powód przyszłej klęski Heat: słaby, niecharyzmatyczny trener, który nie jest najlepszym strategiem i najwyraźniej jest również  samcem omega w swojej własnej drużynie. Po drugie: obrona wysokich i niskich. Bulls słabo radzili sobie z perimeter defense tylko w pierwszym spotkaniu z Hawks, gdzie szaleli Joe Johnson i Jamal Crawford. W kolejnych spotkaniach obaj panowie ledwo rzucali w sumie po 30 punktów – a przecież jedyne, co mają robić to zdobywać punkty. Chicago jest w stanie zrobić to samo z Heat. Jeżeli chodzi o wysokich, to nie ma tu w ogóle o czym mówić, bo w Miami takich nie ma. Przyznać trzeba, że Żary przeważają znacznie jeżeli chodzi o talent. Luol Deng pytany o sekret obrony na Jamesie po ostatnim meczu powiedział, że nie ma żadnego – robił to, co zwykle. LeBron jest znakomitym zawodnikiem, ale najwidoczniej nie miał swojego dnia. Fakt, nie ma mądrego, który by wyłączył Króla z gry, ale jeżeli ktoś jest temu bliski (z tych, którzy jeszcze mają szanse się z nim zmierzyć) to zdecydowanie jest to Sudańczyk. Druga połowa talentu Miami czyli Wade będzie musiał wzbić się na wyżyny, żeby wygrać te serię. Umówmy się – Mike Bibby nie nadaję się do krycia Rose’a, Chalmers już prędzej, ale wtedy cierpi atak. Jedynie Dwyane jest w stanie zatrzymać MVP sezonu regularnego. Jeżeli jednak zbyt dużo potu zostawi na swojej części boiska, broniąc przeciwko Derrickowi, może nie starczyć mu siły w ataku. W ten sposób zahaczamy o trzeci powód: głębokość ławki. W Miami różnica między pierwszą, a drugą piątką jest ogromna. Ba, różnica między pierwszą trójką a pierwszą dwójką rzuca się w oczy! Nie przedłużając, prorokuję

Typ KK: Chicago 4-2.

Dallas (2) vs Oklahoma City (4)

Czuję się jakbym przedawkował Dabl Blasta bo nie wiem co się dzieje, kurda! Serio, Mark Cuban przestał być szalony i nagle jego drużyna się stała szalona. Oba zespoły wbrew pozorom i różnicy wieku są do siebie bardzo podobne. Nawet ich gwiazdy mają coś wspólnego. Myślę, że właśnie pojedynek Dirka z Durantem może okazać się kluczowy dla tej serii. Obaj potrafią z łatwością zdobywać punkty z każdego miejsca na boisku, ponad większością obrońców. Jednak to raczej Nowitzki ma szerszy arsenał zagrań, większe doświadczenie, chętniej walczy w pomalowanym i ogólnie “cały jest twardziejszy” (vide poprzedni link). Czy jest coś, czym obie drużyny mogłyby nas zaskoczyć (poza ofensywną zbiórką JJ’a)? Raczej nie. Obie mają niezłe obwody oraz solidne formacje podkoszowe. Stawiam raczej na Jasona Kidda i Stanisława Bareję Jose Juna Bareę niż na Westbrooka i Maynora; bardziej na Dirka niż na Duranta, ale zdecydowanie bardziej na Ibakę, Collisona, Perkinsa i Mohammeda niż na Tysona Chandlera, Brendana Haywooda i Briana Cardinala (?). Nawet jeśli wysocy Thunder zajmą się w obronie Nowitzkim, to w Dallas do zatrzymania Duranta powinien wystarczyć Marion. Zachód naprawdę jest w tym roku dziki, dlatego razem z Willem Smithem wróżę

Typ KK: Dallas 4-3

bjb

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: