Daily KATOWNIK-O-METER: 19/02/2011

Katownicy Nocy


Javale Mcgee, ocena 5/5

Blake Griffin, ocena 5/5

Tego się chyba nikt nie spodziewał – po kilku przeciętnych konkursach, które zawsze wygrywał Nate Robinson, w tym roku panowie zaserwowali nam widowisko, jakiego świat nie widział. KAŻDY wsad w konkursie był genialny, ale nie było czasu się nim podniecać, bo ten, który następował po nim, był równie rewelacyjny i nowatorski. Serge Ibaka zaczął od wsadu z linii osobistych, który jeszcze nie tak dawno dałoby mu zwycięstwo, podobnie jak niedoceniony przez “jurorów”, a absolutnie wybitny wsad Demara DeRozan’a z przełożeniem piłki pod nogą po odbiciu jej od TYŁU tablicy.  Także pozostałe dwa wsady tych zawodników były instant classicami, ale wieczór należał jednak do Blake’a i Javala’e. Wszyscy widzieli chyba co się działo, warto więc tylko zauważyć, że poziom kreatywności, jaki zaprezentował Mcgee znacznie przewyższał wszystkie pomysły Dwighta razem wzięte. Pięć wsadów w dwóch próbach? Yessir! Blake trochę się oszczędzał w pierwszej rundzie, ale w finale nie zawiódł, a sposób wykorzystania przez niego samochodu i Barona Davisa to szczyt szczytów, jeśli chodzi o pomysłowość i odwagę. Z pewnością któraś z miliona grup szalonych streetballowców zrobiła już kiedyś coś podobnego, ale cóż, nie robili tego na oczach dwudziestu tysięcy ludzi w hali  i milionów przed telewizorami. W dodatku Blakowi udało się to już za pierwszym razem, co też stanowiło miła odmianę. Z kolei jego wsad z zawiśnięciem na łokciu PO ODBICIU PIŁKI OD TABLICY był udoskonaloną wersją wsadu Vince’a Cartera z najlepszego (do wczoraj) konkursu w historii. Javale w finale postawił na czysty atletyzm, czegokolwiek by jednak nie wymyślił, w głosowaniu fanów nie miał szans z gwiazdorem Clippers. Tak czy inaczej, obydwaj zasłużyli na wygraną, udowodnili, że w konkursach wsadów jest jeszcze dużo do wymyślenia i zasłużyli na dożywotnie zaproszenie do uczestnictwa w tych zawodach.

Anty-Katownik Nocy

Wojciech Michałowicz, ocena -5/-5

Jak to jest, że koszykówki, drugiego najpopularniejszego sportu na świecie,  nikt  w Polsce nie ogląda? Ano tak, że jedna ze stacji, która ją transmituje, traktuje NBA jak zło konieczne. W efekcie sympatyczny skądinąd Pan Michałowicz zaprasza do relacjonowania najważniejszego poza finałami wydarzenia w sezonie równie sympatycznego, ale niemającego kompletnie pojęcia o koszykówce byłego dziesięcioboistę (!). Ów dżentelmen opowiada (w trakcie konkursu wsadów!!!)  sympatyczne, ale nie mające nic wspólnego z wydarzeniami na parkiecie historie związane z zawodami w dziesięcioboju sprzed trzydziestu lat. I wszystko sympatycznie, ale aż dziw bierze, że nie wzorują się na zagranicznych?

TPB.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: