Oszukali nas (i Kevina Love)!

Składy, które do Meczu Gwiazd powołali trenerzy NBA, wołają o pomstę do nieba. Zachowali się bardzo nie w porządku, pozbawili nas nadziei na jeden z najlepszych meczów gwiazd w ostatnich latach. Przyznaję, że w tym roku wybór był bardzo trudny, a każda decyzja wywołałaby wiele kontrowersji. Nie zwalnia to jednak nikogo z myślenia. Zaznaczyć należy, że obecność kilku zawodników nie podlega chyba dla nikogo dyskusji. Paul Pierce jest liderem Bostonu, który ma najlepszy bilans na wschodzie, Rondo ma absurdalne statystyki asyst i dowodzi Celtami w ataku i obronie, Al Horfrod jest w tej chwili najlepszym z oszukanych centrów na wschodzie, a Atlanta gra w miarę dobrze. Przymknąć oko można też na Kevina Garnetta, bez którego Boston nie grałby na obecnym poziomie, oraz Raya Allena, który zazwyczaj tylko cudem dostawał się do Meczu Gwiazd, ale w tym sezonie ma najlepsze statystyki w rzutach za trzy w karierze, więc niech ma łatwo. Wybór Chrisa Bosha jest natomiast małym skandalem, a Joe Johnsona ZAMIAST FELTONA to już hańba! Bosh gra nieźle, statystyki ma średnie, ale dobrze gra w obronie i Miami ma niezły bilans-myśleli pewnie trenerzy. Ale! Carlos Boozer ma statystki jeszcze lepsze, Chicago bilans identyczny, więc rodzi się pytanie, – dlaczego?!?! Jeśli brać pod uwagę bilanse, to Miami (34-14) i Chicago (34-14 as well) powinny dostać po dwa miejsca. A jeśli statystyki to Boozer (19,8 punktów, 10 zbiórek na mecz) niszczy Chrisa (18,5 i 8 ) tym bardziej. A już wybór Joe Johnsona z Atlanty (20 pkt, 5 asyst, 4 zbióry) zamiast Raymonda Feltona ( 17, 9, 4) oburza. Ok., Joe rzuca nieco więcej, ale od tego on jest, od tego jest on, od tego jest. Od superstrzelca z kontraktem na miliard dolarów można oczekiwać nieco więcej. Wiadomo, że Nowy Jork ma dużo gorszy bilans niż Atlanta, ale ustaliliśmy już, że nie o bilanse tu chodzi. Ale w takim razie o co?!?!

Jeszcze bardziej żenująca jest sytuacja na zachodzie – tu oszukanych jest więcej, kilku wybrańców budzi ogromne wątpliwości, a kryteria są równie zamglone, co lotnisko w Smoleńsku 10 kwietnia. Tu też kilka nazwisk nie budzi raczej kontrowersji – Westbrook gra efektownie i efektywnie (22,8,5), Dirk jest jeszcze efektywniejszy, choć mniej rzuca się w oczy, kogoś z San Antonio trzeba było wziąć, a Ginobili gra najlepiej w karierze, więc spoko. Yao musiał być zastąpiony przez centra, a jedynym (poza Marcinem oczywiście) centrem na zachodzie jest Pau Gasol, nawet jeśli jest silnym skrzydłowym. Drużyny tych panów są w czołówce konferencji, więc no hard feelings. Niestety, im dalej w las, tym gorzej śmierdzi. Gdyby trenerzy kierowali się wynikami drużyn, to co w tym towarzystwie robiłby Blake Griffin? A jeśli statystykami indywidualnymi to where is the Love? Obecność Tima Duncana jest w obydwu przypadkach zastanawiająca, bo statystyki ma średnie, a za bilans bardziej by się „należało” Tony’emu Parkerowi. Obecność Blake’a Griffina jest jak najbardziej zasłużona, bo jak słusznie zauważają co rozsądniejsi znawcy tematu, jest to wybór do MECZU GWIAZD a nie pierwszych piątek ligi po sezonie. Natomiast brak docenienia Kevina Love i jego statystyk, jakich liga nie widziała od czasów Mojżesza (Mosesa Malone), wystawia nie najlepsze świadectwo autorom tych powołań. Oszukali nas!

TPB.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: